Myanmar (Birma) panorama

Dzień: [prolog] [I] [II] [III] [IV] [V] [VI] [VII] [VIII] [IX] [X] [XI] [XII] [XIII] [XIV] [XV] [XVI] [XVII] [XVIII] [XIX] [XX] [XXI] [porady] [diary]

XV. Bagan - Rangun - Ngwe Saung Beach: przejazd, 20-21.XI.2009

Leniwy poranek, powolne pakowanie plecaka, pyszne śniadanko na dachu guesthousa i włóczenie się po okolicy.

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

O 15:00 pojawił się nasz autobus. Tym razem okazał się całkiem przyzwoity: dużo miejsca na nogi, klimatyzacja, regulowane siedzenia oraz jak zwykle TV z "najnowszymi" teledyskami. Najbliższe 12 godzin spędzimy w tej maszynie.

Z przodu para Niemców, co nie napawa mnie optymizmem. Nie wiem czy mamy pecha czy zawsze trafiamy na delikatnie mówiąc niewychowanych turystów tej nacji. Przecież do wytarcia rąk służą chusteczki, ręcznik czy cokolwiek innego niż firanka w autobusie. To, że miejscowi wyrzucają przez okno śmieci nie znaczy, że europejczyk, który wie, czym to grozi musi tak postępować...

Dwanaście godzin minęło na oglądaniu widoków zza oknem, czytaniu, oglądaniu birmańskich wersji teledysków znanych hitów, drzemaniu.

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

Dojechaliśmy na Aung Mingalar Bus Terminal (Highway Bus Station) w Rangunie, gdzie zatrzymują się wszystkie autobusy obsługujące większą część kraju. Jednak, aby załapać się na transport nad morze do Ngwe Saung Beach lub Chaung Tha Beach musimy przejechać na Hlaing Thar Yar Bus Terminal, który według przewodnika jest dosyć daleko od miejsca naszego położenia.

Wspólnie z jedną dziewczyną z Belgii próbujemy wytargować możliwie najtańszą wersje taxówki. Jesteśmy trochę na przegranej pozycji, ponieważ jest środek nocy i jest to praktycznie jedyna możliwość dostania się tam. Tak czy tak po kilkunastu negocjacjach udaje się znaleźć faceta, który mówi, że za 2000K/os nas tam zawiezie.

Wsiadamy do ledwo trzymającego się w jednym kawałku samochodu i wyjeżdżamy z terminalu. Facet po chwili zatrzymuje się i w jego miejsce wsiada jakiś młody chłopak, któremu tamten przekazał, gdzie ma nas zawieźć. Po 30 minutach jazdy po ulicach Rangunu, postanawiamy się upewnić, czy aby nasz driver jedzie w dobre miejsce. "Tak tak, nas zapewnia".

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

Po prawie godzinie drogi wysiadamy na Hlaing Thar Yar Bus. Kupujemy bilet na autobus do Ngwe Saung Beach (10000K/os) i czekamy do 6:30. Podobno trasa ma zająć 6 godzin.

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

W kilku miejscach pisałem o jakości dróg w Myanmar, lecz trasa pomiędzy Rangun a Pathein wymaga szczególnego komentarza. Możemy wyobrazić sobie różnego rodzaju nawierzchnie: piaskowe, szutrowe, kamienne, asfaltowe i jeszcze parę innych. Tutaj to, po czym jedzie autobus, bo trudno nazwać to drogą, to umownie wyznaczony pas ruchu składający się ze wszystkiego, co człowiek znalazł i rozrzucił w tej części. Do tego w wyniku jazdy ogromnie przeładowanych ciężarówek i deszczy powstały ogromne dziury, które czasami są wypełnione jakimś materiałem, śmieciami, a czasami nie. Mam wrażenie, że te skrawki asfaltu, który co jakiś czas wystają pośród kamieni są najniebezpieczniejszym elementem drogi.

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

Co jakiś czas zatrzymujemy się, aby kolejni pasażerowie mogli wypełnić ostatnią wolną przestrzeń w pojeździe.

Nasz wesoły autobus toczy się z maksymalną prędkością 20 km/h usiłując ominąć wszystkie przeszkody i wybierać jak najmniejsze dziury. Po 5 godzinach docieramy szczęśliwi do Pathein, gdzie czas na lunch w przydrożnym barze.

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

Nie wiem, co to dokładnie było, co sympatyczna pani miała na sprzedaż, lecz podobno jadalne.

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

Dalsza trasa to dosyć wąska, lecz w pełni pokryta równiutkim asfaltem droga, którą już w bardzo komfortowy sposób dostaliśmy się do wioski.

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

Chcieliśmy udać się do polecanego przez poznanych Szwajcarów Shwe Hin Tha. Manager tego ośrodka sam nas odnalazł, zatem wsiedliśmy na skutery i pojechaliśmy w tamtą stronę. Okazało się, że nie mają wolnych pokoi i że będzie wolny bungalow, lecz dopiero od następnego dnia.

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

Oczywiście jako zaradny zarządca ośrodka miał dla nas propozycje. Zaczął od tysiąca przeprosin, że w ogóle nam proponuje takie spartańskie warunki, lecz pokazał nam pokój w kompleksie, gdzie mieszka on i służba. Drewniane pomieszczenie z czystą pościelą, materacem i moskitierą na środku. Nie zastanawiając się długo zostaliśmy tutaj.

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

Szybkie poszukiwanie kąpielówek, ręczników i na plaże. Cisza, spokój kilka palmowych parasoli, parę osób, piękna plaża, czysta woda o temperaturze tej w wannie.... Tak będą wyglądały najbliższe dni: nic nie robienie, odpoczywanie, relax.

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

Kilka kąpieli później okazało się, że ktoś tam odwołał rezerwacje i zwolnił się jeden bungalow.

Pierwszy zachód słońca w magicznym miejscu....

2009 Myanmar (Birma) photos by Łukasz Kęda Kędzierski

Poprzedni dzień Następny dzień